Palacz ze mnie mizerny. To rzucam, to palę, a potem znowu rzucam, aby znowu zacząć palić. Mam durne wrażenie, że ćmyczka w ryju robi ze mnie prawdziwego i brutalnego mężczyznę. Nie mniej jednak wypracowałem sobie gust, dlatego zrecenzuję fajki jakie palić warto samemu, a jakimi lepiej częstować przyjaciół.
L&M – znana marka, głównie dlatego, że jest znana. Są łagodne, dzięki zastosowaniu potrójnego filtra. Osobiście nie lubię ich za bardzo palić, bo pod sam koniec smakują jak gówno. Tak jakby producenci napchali tam szajsowego tytoniu wychodząc z założenia, że i tak nikt nie poczuję. Odnoszę wrażenie, że ich flagowy produkt to L&M niebieskie. Są najsmaczniejsze.
West – Smaczne, ale tylko czerwone. Delikatne z cierpkim posmakiem. Zajmują trzecie miejsce na mojej playliście. Nie kupować setek, bo ich palenie zaczyna męczyć i staję się katorgą. Są w sam raz, jeżeli nie ma pod ręką czegoś lepszego. Unikać Ice’ów, bo smakują jak siano.
Marlboro – kompletnie nie rozumiem, dlaczego są takie popularne. Nie dość, że drogie, to jeszcze tragiczne w smaku. Z ich palenia nie płynie żadna przyjemność, a ich urok polega zapewne tylko na lansie wśród koleżanek. Unikać.
Lucky Strike – tu mamy przykład naprawdę dobrych papierosów. Bez względu na to, czy są czerwone, czy niebieskie. Smaczne, chociaż palę je okazyjnie. Warte swojej ceny. Polecam.
Camel – najsmaczniejsze papierosy, wg. mnie. To właśnie one najczęściej niszczą moje płuca i nabawiają impotencji. Smak z pazurkiem, od samego początku do samego końca fajki. Tytoń najwyższej jakości. Co ciekawe, smak “żółtych” (mocnych) i smak “niebieskich” (słabszych) jest niemal identyczny. Ukłon dla wszystkich użytkowników tej marki.
Viceroy – ścierwo. Oddajcie je lepiej swoim dzieciom. Sześciolatkom i tak jeden chuj.
Nevada – również ścierwo. Te oddajcie żulom pod sklepem.
Classic – szajs zza wschodniej granicy. Najtańsze kurestwo na rynku. Lepiej za te pieniądze kupić dziecku nieszczęsne Viceroye.
Mocne – chyba nie ma nikogo, kto nie znałby tych fajek. Najmocniejszy produkt na polskim rynku. Symbol polskich fachowców. Co jest niespodzianką? To całkiem dobre papierosy. Gdyby nie stereotyp fajek dla ludu, to uznałbym te papierosy jako coś na równi z L&M czerwonymi. Niestety, brakuję im prestiżu, ale gdyby wydać je w ładniejszej paczce pod inną nazwą, to byłby po nich całkiem przyzwoity zgon.
Fajranty – Tu mamy przykład całkiem gustownej paczki, która kryje w sobie najgorsze świństwo, jakie w życiu paliłem. Żywa chemia, kwaśny smak, a jedyny ich plus, to fakt, że dostarczają nikotyny. Polecam, jeżeli nie wiecie co kupić babci na urodziny.
A jakie fajki wy polecacie? Śmiało.
Tagi: camel, classic, fajranty, l&m, lucky strike, marlboro, mocne, nevady, opinie, papierosy, viceroy, west