- Panowie, nie ma chuja. Jak na to auto nie wyrwiemy nic…- stwierdził Bonk patrząc na nasz nowy środek transportu, który miał służyć nam, naszym dzieciom, dzieciom naszych dzieci, dzieciom dzieciom naszych dzieci, dzieciom dzieci naszych dzieci dzieci… i tak dalej.
- W wasz los w swoich rękach! – krzyknął Grześ, kiedy silnik wył grzmotem i pluł iskrami.
- Jak jeszcze wrzucisz jedynkę, to będzie po nas… – parsknąłem.
- Myślisz, że co ja od pięciu minut robię? – odparł, jakby to było coś oczywistego.
- Zwalniać ręczny?! – wrzasnął Bonk spod samochodu.
- Zwalniaj! – odparł Grzęś.
Do naszych uszów dobiegło tylko swojskie pierdolnięcie młotkiem. Bonk wypełznął na powietrze, a na jego ubrudzonym ryju błyszczał szczery uśmiech.
- Zrobione! – potwierdził i wsiadł do środka. – Piotrek, możesz wyciągnąć nogę spod opony! Już się musi samochód nie stoczy! – krzyknął jeszcze gdzieś za siebie.
Nagle wyskoczył Piotrek. Dokuśtykał do środka, uśmiechnął się od nas i pochwalił się kolorem swojej kości udowej. Zgodnym ruchem pozapinaliśmy pasy.
- Jedziem kurwa! – dałem znak do startu. I pojechaliśmy. 30 centymetrów do przodu. Grzesio zgasił silnik.
- I to się teraz nazywa idealne parkowanie… – stwierdził tonem kogoś, kto zaspokaja każdą kobietę.
Znajdowaliśmy się na parkingu, na dworcu autobusowym. Niedaleko był deptak i wszystkie możliwe miastowe dupy mijały to miejsce parę razy. Jako, że mieliśmy nowiutki samochód, to czuliśmy, że nasze penisy zasmakują dzisiaj nie jednej dziurki. U mężczyzn.
- Ja pierdole, ale dlaczego ty zawsze tak negatywnie jesteś nastawiony, co?
- Bo mamy oliwkowego poloneza…
Polonez. Samochód, który jeszcze paręnaście lat temu rozbudzał wyobraźnię setek fanek preferujących seks w samochodach. Nogi dało się tu zarzuć dosłownie wszędzie, w taki sposób, że polonez mógł spokojnie stanowić objazdowy gabinet ginekologiczny. Kobiety szalały za poldkami i wcale się im nie dziwię.
Jako użytkownik tegoż auta muszę wam powiedzieć, że ten dziad nigdy nie narzekał na nic. Był niczym Sylvester Stallone przy setkach Hugh Grantów, niczym Amy Winehouse przy wielbicielach skrętów, niczym Pamela Anderson przy Tarze Reed.
To auto drwi z warunków pogodowych, nawierzchni, czy innych aut sportowych. Drwi ze wszystkich, którzy się z niego śmieją, a wiecie dlaczego? Bo to nie jest samochód do lansu, do pierdzenia na światłach, czy do postawienia go przy dyskotece, nie! To auto służy do jazdy i z tego zadania wywiązuję się znakomicie.
Zaraz znajdzie się jakaś cipa, która zacznie narzekać na układ kierowniczy, mało elastyczny silnik, toporne prowadzenie, czy wygląd. Jak już napisałem, to tylko cipy czepią się takich szczegółów. Wychowani na beemkach, golfach, fordach nic nie wiedzą o samochodach, w których odpowiadasz za wszystko. Wsiadając do poloneza jesteś odpowiedzialny za to, za co w innych samochodach odpowiedzialna jest elektronika. Jesteś panem.
Powtarzam – jeżeli drwisz z tego samochodu, to jesteś cipą. To tak, jakbyś śmiał się z faceta, który zrezygnował z kamizelki kuloodpornej biorąc na klatę serię z CKM-u. To jedyny samochód, w którym w trakcie wypadku nie zastanawiasz się nad tym, czy przeżyjesz, tylko gdzie cię pochowają.
To auto stworzone dla nadludzi, i gdyby wszyscy bogowie zstąpili z Olimpu, to po piwo jeździliby tylko polonezami.
Po tym możesz poznać prawdziwego twardziela. Przemieszcza się rydwanem ognia prosto z FSO
… Tylko nie wiedzieć czemu, ale dziewczyna spojrzy na takiego z zażenowaniem.
Pamiętaj dziewczyno, że możesz się patrzeć z zażenowaniem, ale potem spuść wzrok i oddaj temu samochodowi hołd. On, w przeciwieństwie do Ciebie, seks z czterema rosłymi murzynami uzna za niezłą zabawę.
A jeżeli już się jakiejś spodoba, to i tak użyję swojego kobiecego gustu, żeby spierdolić Ci dzień…
Tagi: kobiety, motoryzacja, polonez, prawdziwy mężczyzna, samochód prezydenta, szacunek na drodze
31 maj 2009 o 20:15 |
racja. tak samo z maluchem. przeciez to jest klasyk. to tak jak by nie wiedziec co to papryka, a jesc czipsy paprykowe…
polonez to byl kiedys cos. pamietam jak mi dziadek opowiadal jak na to ‘lasencje’ lecialy…
1 czerwiec 2009 o 20:56 |
Leciały, bo im się nie chciało na PKS’y zapierdalać :]
12 październik 2009 o 11:23 |
Dobre. I ostre.