
Nie podam ci ręki, bo nie chcę się zniżać do twojego poziomu,
Ja też ci nie podam!,
Wyłącz to, bo mnie dobija!
Takimi wypowiedziami zostałem obrzucony, kiedy chciałem przywitać się ze znajomymi. Dlaczego? Oglądałem film pornograficzny z nieletnimi w tle? Odgrzewałem chińszczyznę w mikrofalówce od czternastu godzin? Zostawiłem włączoną dwustu watową żarówkę, kiedy wszyscy starali się zasnąć po libacji alkoholowej?
Nie! Bo słuchałem zespołu DŻEM i ich wprost przekultowego utworu „Wehikuł Czasu”, i nic więcej.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jaki mogłem być zaskoczony. Straciłem przyjaciół, bo skrzywdziła ich muzyka, której słucham? Chryste…
Mam dopiero 17 lat a już ominął mnie jakiś etap ewolucji? Trend nakazujący młodzieży dyskryminować wszystkich ludzi słuchającej muzyki innej od techno i rapu?
Czy wiecie jak się poczułem dotknięty? Moja delikatna dziecięca psychika została ugodzona potężnym mieczem zaszczucia!
Oto ja, Janek. Upadły syn XXI wieku. Skazany na wydłubanie oczu i śmierć przez podanie cyjanku w zawieszeniu. Wróg muzyki przepełnionej błogosławionymi basami oraz słów naszej hip – hopowej tory!
Tak, wiem. Jestem z rasy gorszej, nieczystej… Słucham muzyki, która stała się przyczyna rozprzestrzeniania HIV. Muzyki, która sprawia, że młode kobiety decydują się na aborcję a starzy emeryci na eutanazję. To właśnie przez moją muzykę do tej pory nie można ustalić dokładnej liczby ofiar II Wojny Światowej, która, nomen omen, rozpętała się z powodu piosenek Dżemu! Boże uchowaj nas przed tymi faszystowskimi audiofilami, przez których pogłębia się efekt cieplarniany a gospodynie domowe nie mogą się zdecydować, jaką umywalkę kupić do swoich kuchni!
Proszę was…
Czy to nie jest chore? Niedługo nie dostanę pracy, jeśli nie będę umiał zanucić jakiegoś znanego kawałka Tiesto albo innego deejaya, który chodzi w srebrnych stringach, ma przekute sutki a stężenie LSD w ich organizmach jest większe niż cracku u Kate Moss.
To samo tyczy się raperów. Ja mam słuchać muzyki ludzi, którzy twierdzą, że znają każdą ulice, że przeżyli już wszystko i mogą bezkarnie śmiać się ze wszystkich na około? Skoro mam wierzyć w ich teksty, to dochodzę do wniosku, że wieczorem nie mogą wyjść po korniszony do spożywczaka, bo po drodze grozi im seria z uzi od wrogiego gangu.
A, zapomniałem dodać, że raperzy znają się na kobietach lepiej, niż Hugh Heffner, nienawidzą policji i jarają wszystko, co ma kolor zielony, o!
Jeszcze ich slang. Idzie raper do konfesjonału i zaczyna:
„ – Ej joł ziomku ze wschodniej część bloku! WSZ i JP szacun! Słuchaj no, człowieku w czerni. Lukałem na schaby i jarałem dżointy!” Przecież tych ludzi aż strach zapytać o godzinę!
Reasumując. Jeśli jeszcze raz ktoś nie poda mi ręki z powodu tego, że słucham muzyki, jakiej słucham, to wyśmieje go i zacznę śpiewać mu Wehikuł Czasu prosto w twarz! To przechyli szalę zwycięstwa na moją stronę, bo fanatyk techno albo hiphopu przegryzie sobie tętnice w przegubach dłoni uznając, że taki koniec jest dla niego lepszy.
A ja dalej pozostanę wrogiem młodzieży i umrę jako zrzędzący staruszek. Cóż, wolę taką śmierć od przećpania LSD albo rozstrzelania na obcej dzielnicy. Szacun!
6 styczeń 2009 o 0:20 |
Dobrze prawisz Janku! Pozdro 666